- Od wielu lat. .

Skręcił na zachód, kierując się ostatnimi kolorowymi smugami na niebie. Włożył kurtkę, gdyż temperatura szybko spadała.. - Voyles będzie tu w południe, Mitch. Przylatuje z najlepszymi ludźmi. Chce się z tobą spotkać. Zabierzemy cię z miasta.. Spróbował wyobrazić sobie tę scenę. Ellis z Jane stoją na dziedzińcu jakiegoś meczetu albo siedzą na klepisku w jakiejś kamiennej chacie, prawdopodobnie związani, pilnowani przez żołnierzy z kałasznikowami. Prawdopodobnie są przemarznięci, głodni i załamani. Jean-Pierre wchodzi energicznym krokiem w rosyjskim szynelu, pewny siebie i władczy, w towarzystwie nadskakujących mu młodszych oficerów. Obrzuca ich przeciągłym, przenikliwym spojrzeniem i mówi.... . - Nie. To ktoś od nas?. Rybak, cackający się ze zwojami liny, zniknął z pokładu kutra. Na jego miejscu przykucnięty Max Kellerman oddawał się dokładnie temu samemu zajęciu. W ten sposób zajmował pozycję idealnie na wprost drzwi wejściowych domu doktora Benny'ego Horna.. - W porządku. Cofnij się trochę i powiedz mi, co dokładnie ujrzałaś..